czwartek, 13 listopada 2014

W smutek ubrany!

Lubię być przyodziany w smutek, jest to tak niewesołe uczucie, że wręcz koi moją mroczną duszę, która pragnie bólu nieskończonego i cierpienia nieopisanego. Uwielbiam ten stan, jest on niczym ekstaza doprowadzająca mnie do szaleństwa. Popadam wówczas w różne skrajne emocje, mam chęć robić różne dziwne rzeczy, od cięcia się żyletką, poprzez zadawanie sobie bólu czubkiem noża, aż po okładanie się pejczem po plecach, tak by leciała z nich krew. Można wymieniać jeszcze wiele tortur, jakimi katuje swoje ciało, ale najgorsze są tortury dla duszy. Najgorsza jest ta, gdy czytam smutne wiersze i przyodziewam w nie moją duszę, która z jednej strony pragnie jeszcze więcej, i więcej, i więcej tego beznadziejnego smutku, a z drugiej strony powoli, powoli, powoli umiera. I to umieranie jest takie straszne, a zarazem piękne. Straszne z tego samego względu, z jakiego jest straszna każda inna śmierć. A piękne? Piękne dlatego, że jest to jedyny sposób, by uwolnić się od wszelakiego zła, które mnie otacza i które mnie atakuje. Tylko w ten sposób nie zaznam już nigdy żadnego cierpienia, tylko i wyłącznie w ten sposób przetrwam najgorsze stany emocjonalne. A właściwie to nie jest sposób na przetrwanie, lecz sposób na śmierć. Taką poetycką śmierć romantyka cierpiącego najmocniej w całym wszechświecie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz